wtorek, 8 kwietnia 2014

Rodział 1

Perspektywa Louise

Spojrzałam w kocie oczy Nicole i ujrzałam w nich przerażenie.
- Co się stało? - spytałam tak jakby mnie to nic nie obchodziło, choć nie było to prawdą.
Brunetka otworzyła lekko usta i wypowiedziała parę słów:
- Widziałam go...
- Kogo? - tym razem z uczuciem spytałam marszcząc brwi w zdziwieniu.
- Tego chłopaka. 
- Jak tak dalej pójdzie to będę stała tu do wieczora! - krzyknęłam wreszcie, z jednej strony zła, z drugiej zmartwiona o co tak naprawdę chodzi Nicole.
- Domyśl się - kolejne niekonkretne wyrazy, które prawie wyprowadziły mnie z równowagi.
Po chwili otworzyłam szeroko oczy oraz buzię. Uświadomiłam sobie wówczas o czym ona mówi.
- Gdzie? - szepnęłam cichutko i stanęła w bezruchu, podobnie jak uczyniła to już wcześniej zielonooka.
- Był w parku - na jej ustach było można zobaczyć lekki uśmieszek. - Siedział na ławce...
- Rozmawiałaś z nim?! - nie wytrzymałam i dałam upust energii.
- Niestety nie - radość zniknęła z jej twarzy, a zastąpił ją smutek. - Ale wiem gdzie można go spotkać.
Chwyciłam dziewczynę z rękę i nie czekając co dalej powie pociągnęłam ja za sobą. Kiedy stanęliśmy już w drzwiach mojego domu puściłam ją. 
- Choć! - delikatnym krokiem podeszłam do sofy i usiadłam na niej.
Znajdowałyśmy się w moim salonie. Było to idealne miejsce, aby porozmawiać o chłopaku, który od dawna prześladował nasze myśli.
- Są Twoi rodzice? - zapytała jeszcze podenerwowana i znalazła się tuż obok mnie.
- Nie ma ich! - puściłam jej oczko i zacisnęłam zęby w podnieceniu.
- Ostatnim razem widziałam go w parku na ulicy...eee... no... - próbowała przypomnieć sobie nazwę. - Tam gdzie kiedyś byłyśmy zobaczyć na psy w schronisku...
- Wiem, pamiętam!
- No właśnie i on siedział tam na ławce koło małej brzozy. - przygryzła wargę z podniecenia, które za wszelką cenę chciała opanować. - Boże.. myślałam, że tam umrę, kiedy go zobaczyłam.
Chwyciła się za włosy i targać jak głupia.
- Matko boska, nie wytrzymam! - warknęła na siebie samą.
Nie zdąrzyłam nawet odpowiedzieć, ponieważ usłyszałam samochód rodziców.
- To ja już będę szła. - rzekła Nicole wyglądająca jakby miała się za chwilę rozpaść.
- Paa. - przytuliłam ją na pożegnanie.

Perspektywa Nicole

Zaraz po wyjściu od Louise stwierdziłam, że może będę mieć szczęście i spotkam tego chłopaka.
Wróciłam do swojego mieszkania tylko po psa. Miał na imię Ingo, był sześcio letnim psem rasy Dog Niemiecki.
Podrapałam psiaka po brzuchu, zapięłam go na smycz i wybiegłam z domu. Spacerowałam w bardzo szybkim tempie i w ogóle nie zwróciłam na Ingo, który nie nadążał za mną. Chciałam dotrzeć na miejsce jak najszybciej się dało. Właściwie można byłoby jechać samochodem, ale bądź co bądź wyszłam z towarzyszem na spacer. Do pokonania został mi już tylko jeden zakręt i będę mogła usiąść w tym samym miejscu co on. Z każdym krokiem przyśpieszałam, aż do momentu kiedy stanęłam przed zgniło zieloną ławką. Spojrzałam do góry i faktycznie ujrzałam brzozę. Bardzo delikatnie usiadłam na niej choć nie wiedzieć czemu robiłam to tak ostrożnie. Spojrzałam psu w oczy, łokcie oparłam o kolana a głowę zawiesiłam na rękach. Zamachałam parę razy smyczą, lecz nikt się nie pojawił. Zacisnęłam usta, spojrzałam w słońce i przymrużyłam oczy by nie oślepnąć. 
- Czas wracać, prawda? - skierowałam wzrok na Ingo, który i tak nic nie rozumiał.
Zrezygnowana podniosłam się ociężale i powoli zaczęłam kierować się ku swemu mieszkaniu.

C.D.N.





2 komentarze:

  1. Yay, pierwszy komentarz należy do mnie! Tak więc może zacznę od tego, że mimo, iż rzadko czytam blogi o tematyce innej niż fantastyka, to przyznać muszę, że ten króciutki, pierwszy rozdział wciągnął mnie i przeczytałam go z przyjemnością. Z tego co widzę, to notka została dodana ósmego kwietnia, a mamy dwudziesty szósty. Nie zniechęcaj się, pisz dalej! Na pewno będę wyczekiwać następnego rozdziału c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że niedługo pojawi się drugi rozdział ;3

      Usuń